Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HexxBox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HexxBox. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! Cienie Inglot Matte 337, 349, 358.

Witajcie!

Te z Was, które śledzą mojego Facebooka pewnie zauważyły, że w prezencie (przed)urodzinowym dostałam wymarzoną lustrzankę :)
Wielokrotnie marudziłam Hexx (kobieta ma świętą cierpliwość!), że mój "wspaniały" Panasonic mimo wielu prób nieustannie zjada kolory (głodomor jeden!), przez co nie sposób było odróżnić od siebie poszczególnie cienie. Tym samym post inaugurujący zdjęcia robione nowym aparatem po prostu MUSIAŁ zawierać zdjęcia matowych cieni Inglota, które dostałam w ramach HexxBox :D Do doskonałości sporo im brakuje (zdjęciom), ale musicie mi to wybaczyć - z czasem ogarnę te wszystkie ustawienia ;) W każdym razie różnica jest kolosalna, przynajmniej widać, że mam na dłoni jakieś cienie ;)

Wszystkie cienie pochodzą z matowej serii i różnią się jedynie odcieniem, pozwoliłam sobie więc ocenić je razem :)

Od lewej: 349, 358, 337

Opakowanie:
Cienie są dostępne pojedynczo, w niewielkim plastikowym blistrze. Fajnie, że nie są one jednorazowego użytku i w akcie desperacji vel braku odpowiedniej wielkości paletek można je bez problemu spakować z powrotem (lub nawet przechowywać przez cały czas) w fabrycznym opakowaniu.
Same wkłady są przeznaczone do paletek. Tą samą średnicę posiadają cienie Kobo i (ponoć) M.A.C. Można więc spakować je w tańsza od Inglotowej paletkę Kobo i od razu wygodniej się używa. Widoczna na zdjęciu paletka jest jedną z moich wyjazdowych i idealnie zmieściła trójkę testowanych (od)cieni :)

Zapach:
Cieniowo-pudrowy, kompletnie nie ma się nad czym rozwodzić.

Konsystencja:
Cenie są dobrze sprasowane i jedwabiste. Podczas nabierania na pędzel trochę się osypują, ale mniej niż matowe cienie Kobo czy MySecret. Produkty są świetnie napigmentowane i nakładając je można stopniować nasycenie kolorów od bardzo delikatnego, wręcz półkryjącego, do pełnego krycia z widocznym kolorem (a do testów otrzymałam 3 nudziaki!). Cienie łatwo się blendują z innymi Inglotami, a także wspomnianymi Kobo czy MySecret. Dodatkowo cienie są bardzo wydajne i prawdopodobnie starczą mi na wieki :D

Kolor:
Do testów otrzymałam trzy nudziaki:
349 - chłodny bezyk z lekką nutką szarości
358 - piękny taupe (szaro-beżowy z odrobiną fioletu)
337 - ładny, cieplutki beżyk z brązowym akcentem

Od lewej: 349, 358, 337

Wszystkie cienie są świetnie napigmentowane i każdy jest inny, chociaż na pierwszy rzut oka na swatchu wyglądają podobnie (szczególnie 349 i 358). Nie inaczej jest na powiece - nałożone razem lubią zlać się ze sobą, więc używam ich w różnych kombinacjach kolorystycznych, a nie całą trójkę na raz.
Kolory strasznie mi się podobają - nadają się do makijaży dziennych i wieczorowych (solo i w różnych kombinacjach - z kreską i innymi cieniami), są bardzo uniwersalne! Hexx jestem zachwycona - w 100% trafiłaś w mój gust i cieniowy deficyt akurat w dziedzinie nudziakowych matów ;)

Trwałość:
Bez bazy nic (oprócz Color Tattoo) się u mnie nie trzyma, ale wcale mnie to nie dziwi - mam tłuste powieki. Na bazie Urban Decay cienie są nie do zdarcia - dzielnie trzymają się powiek od rana do wieczora, czy to zima czy upał (HexxBoxową trójkę testowałam od marca). Uwielbiam Ingloty, inaczej nie miałabym kilkudziesięciu cieni tej marki, te trzy cienie dodatkowo wpisały się na listę moich kolorystycznych ulubieńców.

Podsumowanie:
Inglot produkuje moje ulubione cienie, więc nic dziwnego, że i te otrzymane od Hexx w 100% mnie satysfakcjonują :) Jedyne nad czym ubolewam to wycofanie kółek - dobrze, że zostało ich jeszcze sporo (i cieni i paletek) i zdążę skompletować czwartą "20" zanim na dobre znikną. Plus za uniwersalny rozmiar kółek, dzięki któremu cienie pasują do wielu palet.

+ rewelacyjna pigmentacja
+ świetny efekt na oku
+ łatwa aplikacja
+ doskonale się blendują
+ uniwersalny rozmiar
+ osypują się jedynie podczas aplikacji na pędzel, nie na powiekę
+ na bazie są nie do zdarcia
+ uniwersalne odcienie
+ bardzo wydajne

Jesteście zdziwione, że dostają ode mnie 5? ;)







Jeszcze raz dziękuję Hexx za możliwość przetestowania całej trójki w ramach HexxBox :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam Twojej świętej cierpliwości :*

Pozdrawiam,

post signature

piątek, 26 lipca 2013

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji! Jelly Pong Pong, Lo-Lip-Pop, truskawkowy błyszczyk do ust

Witajcie!

Dzięki Hexxanie i organizowanej przez nią akcji HexxBox miałam możliwość przetestować trzy dobrze mi znane cienie Inglota w nieznanych mi wcześniej kolorach oraz błyszczyk Jelly Pong Pong Lo-Lip-Pop. Na dobry początek recenzja tego ostatniego.


Opakowanie:
Nie przepadam za błyszczykami, a na widok tego miałam uśmiech od ucha do ucha :D Wszystko z powodu zabawnego, może nawet trochę dziecięcego, designu opakowania.


Opakowanie jest fajne, ale też wygodne. Dziubek rozprowadza błyszczyk równomiernie, a sama tubka ma odpowiednią twardość - łatwo wydobyć z niej kosmetyk, nie pęka.

Zapach:
Owocowa truskawkowa guma rozpuszczalna :D Mega słodka i przez pewien czas wyczuwalna na ustach. Mi się podoba, ale część z Was może drażnić.

Konsysntecja:
Gęsty błyszczykowy ulepek. Ma lekką tendencję do wytrącania pigmentu, co nie jest związane z zepsuciem się produktu.


Tak wygląda po wymieszaniu vel rozprowadzeniu dziubkiem:


Jednolita tafla, baaaaaaaaaaaardzo błyszcząca.

Niestety, jak większość gęstych błyszczyków klei się, więc nie polegam go fankom rozpuszczonych włosów, szczególnie na wietrze!

Kolor:
Jestem posiadaczką odcienia Strawberry Slush, który jest zgodny i z odcieniem i z zapachem produktu. Błyszczyk delikatnie przyciemnia i podbija naturalny kolor ust. Zawiera w sobie drobinki. Na szczęście nie ma tendencji do wypływania poza kontur ust.
Lo-Lip-Pop w świetle dziennym:


Na ustach prezentuje się bardzo ładnie, nadaje im delikatny, uniwersalny odcień pasujący do każdego typu urody.

Trwałość:
Całkiem niezła, bo kilkugodzinna. Zjada się równomiernie, ale zostawia przeraźliwie tłuste ślady na sztućcach i kubkach, które trudniej domyć, niż te pozostałe po innych mazidłach.

Wydajność:
Do jednorazowego pokrycia ust wystarcza niewielka ilość produktu, więc tubka wystarczy na długo.

W sklepie igruszka.pl Standardowo kosztuje 44,90 zł, co moim zdaniem jest bardzo wysoką ceną za, jakby nie patrzeć, zwykły błyszczyk o ładnym zapachu. Cena promocyjna - 14,90 zł jest adekwatna do jakości produktu :)

+ zabawne opakowanie
+ wygodny dziubek
+ ładny kolor
+ piękny zapach
+ całkiem fajny efekt na ustach
+ trwałość
+ wydajność
- kleistość
- cena standardowa

Bardzo dziękuję Hexx za możliwość przetestowania tego produktu, a Was wszystkie zapraszam na jej bloga.
PS: przepraszam, że tak długo zwlekałam z recenzją, usiłowałam zrobić jak najlepsze zdjęcia :(

Błyszczyk oceniam na 4 i na pewno go zdenkuję tego lata :D





Wkrótce recenzja Inglotowych cudeniek :)

Pozdrawiam,

post signature

wtorek, 5 marca 2013

Testowanie z HexxBox oficjalnie rozpoczęte

Witajcie!

Dzięki Hexxanie dostałam możliwość wzięcia udziału w organizowanym przez nią HexxBoxie :) Joasia chyba czyta nam w myślach, gdyż z tego co widzę każda testerka jest zadowolona z produktów, jakie ma otrzymać :) Jeszcze raz gratuluje ogromnego zapału, jaki wkładasz w całą akcję Hexx :*


Jesteście ciekawe co znalazło się w mojej paczce? Już pokazuję całą zawartość :)


Otrzymałam 3 matowe cienie Inglota i błyszczyk jelly pong pong. Dodatkowo Hexx dorzuciła kilka próbek i liścik, co jest niewątpliwie miłym gestem - dziękuję :)

Oto mój zestaw do testowania - szczęśliwa 11 (taki miał numer):


Jestem bardzo zadowolona :) Cieni Inglota mam multum i, co wielokrotnie podkreślałam, uwielbiam je :) Moją wielką miłością ostatnimi czasy są właśnie maty, więc nowa trójka już zdążyła (kolorem) podbić moje serce. Bardzo się cieszę, że dzięki Hexx poznam nowe kolory :)

Cienie w opakowaniu:


I bez opakowania:


Cieszę się, że każdy z nich znacznie różni się od pozostałych dwóch, chociaż teoretycznie wszystkie mieszczą się w gamie beży i brązów. Mamy taupe, jasny chłodny beżyk i ciepły średni brąz. Idealnie pasują do pozostałych cieni ale pokuszę się też o makijaż z użyciem całej trójki na raz :) Chyba czas nieco zmodyfikować codzienne (od)cienie ;)

O błyszczykach jelly pong pong nie słyszałam wcześniej. Podoba mi się zabawny design opakowania, więc już na pierwszy rzut oka produkt dostał u mnie plusa ;)


Po wyciśnięciu z tubki błyszczyk odrobinę prze przeraził ale po jednym nałożeniu na usta jestem pewna, że to będą udane testy ;) Więcej na jego temat powiem Wam po dokładnym jego poznaniu ;)

Na koniec próbki, które bardzo chętnie wykorzystam:


Jeszcze raz dziękuję Hexx :*

post signature