Kiedy na dobre zaczęłam o siebie dbać? Chyba na początku gimnazjum... czyli 10 lat temu! Borykałam się wtedy z twarzą o wyglądzie gorszym niż Grunwald po bitwie. Niestety kult wysuszania trądzikowej skóry przeżywał wtedy istny rozkwit, a moja nigdy-nie-mająca-trądziku rodzinka non stop powtarzała: ja myłam/myłem twarz mydłem i nie miałem takich problemów jak Ty po tych swoich żelach. I wciskała hiperwysuszające mydło Protex mające raz na zawsze rozwiązać moje problemy. Nie rozwiązało. W pewnym momencie przeszłam okres małego buntu i sama zaczęłam kupować sobie kosmetyki, co zostało mi do dziś i podwaja ilość kosmetyków pod prysznicem :P Zamiast mydłem myłam buzię wysuszającym żelem Clean&Clear (no, przecież pisze antytrądzikowy!). Potem przyszło liceum, początek fascynacji chemią kosmetyczną i coraz bardziej świadoma pielęgnacja. Nie wysuszać a nawilżać - i jakby wulkany na twarzy zmniejszały swe rozmiary, a sama buzia miała się o wiele lepiej. Już dawno zapomniałam o kosmetykach Clean&Clear, ale do mydeł nie wróciłam i mówiłam, że nigdy nie wrócę. Ale jak mówię nigdy, to znaczy wrócę, bo w moim życiu wszystko jest na opak. Jesteście ciekawe jak się ma moja znajomość odgrzebana po latach? ;)
*w międzyczasie oczywiście używałam mydła do mycia rąk, ale od twarzy trzymałam je daleko ;)
Historia mojej znajomości z Savon Noir jest, wbrew pozorom, dłuższa niż moja przygoda z kosmetykami. Tak na prawdę poznałam je już w 2000 roku, w Turcji. Później wielokrotnie odwiedzałam kraje arabskie ale brakowało mi niezłego hopla na punkcie kosmetyków (teraz nadrabiam lata młodości :P ) i nigdy nie wpadłam na to, żeby je sobie przywieźć (zresztą już widzę radość rodziców, gdy wpakowałabym im wielki słój tego cuda do walizki :P ). Na zakup skusiłam się w lipcu podczas spontanicznej wycieczki do Krakowa. Dobra, koniec tych sentymentów, czas przejść do meritum!
Opakowanie:
Moje mydło jest zamknięte w okrągłym, 200g słoiku. Dobrze, że jest zrobione z plastiku - jest lżejsze i tym samym nietłukące, a dodatkowo pokazuje stopień zużycia mydła. Aluminiowa zakrętka jest wygodna i szczelnie zamyka słoiczek. Średnica zakrętki jest prawie identyczna, jak całego opakowania, więc nie mam problemów z wydobyciem produktu. Podoba mi się też nieprzesadzona szata graficzna współgrająca kolorystycznie z mydłem :)
Zapach:
Trudny do określenia. Trochę przypomina mi jakiś smar z pracowni, ale to fatalne porównanie, bo zapach smaru nie kojarzy się przyjemnie, a aromat mydła jest może specyficzny, ale na pewno nie śmierdzący. W oddali czuję lekką nutkę oliwki. Z akcentem na w oddali i lekką.
Konsystencja:
Gęsta, lekko ciągnąca się, pasta. Wbrew nazwie mydło nie jest czarne, a brązowo-żółte z domieszką zieleni (no, oliwka!) - co zresztą widać na pierwszym zdjęciu.
Położyłam słoiczek na boku, zrobiłam serię zdjęć, wypiłam herbatę a mydło dzielnie tkwiło w (prawie) niezmienionej pozycji. Idealne dla rodzin z dziećmi - jak słoiczek spadnie to nic się nie wyleje ;)
Działanie:
Mydło fantastycznie oczyszcza skórę.Po jego użyciu skóra dosłownie skrzypi, ale jednocześnie sprawia wrażenie lekko przesuszonej. Używam go średnio co 3 dni i w duecie z kremem Sylveco na noc nie przesusza mojej skóry, warto jednak pamiętać, że może to zrobić (ot, ten typ tak ma). Wracając do oczyszczania - zmywa wszystko, z azjatyckimi kremami BB i innymi silikonowymi kosmetykami włącznie.Jedyna wada? Szczypie w oczy. No dobra - szczypie przeokrutnie. Krojenie kilograma cebuli to przy nim pikuś.
Wydajność:
Da się je w ogóle wykończyć? Do jednorazowego mycia wystarczy dosłownie odrobinka, więc wystarczy mi na długo.
Skład:
Prosto i przyjemnie :)
- aqua - woda
- olea europaea oil - oliwa z oliwek będąca bazą każdego Savon Noir
- potassium hydroxide - regulator pH wykorzystywany w produkcji mydeł
Podsumowanie:
Polubiłam to mydło od pierwszego użycia. Nie żałuję, że przez tyle lat myłam nimi jedynie ręce. Jednocześnie cieszę się, że skusiłam się na Savon Noir i ostatnio na Aleppo. Jeżeli niestraszne Wam szczypanie w oczach (da się tego uniknąć podczas mycia) to gorąco Wam je polecam :)
+ wygodne opakowanie
+ intrygujący zapach i kolor
+ doskonale oczyszcza skórę
- na dłuższą metę może ją wysuszać
- szczypie w oczy
+ wydajność
+ krótki skład
Savon Noir zasługuje u mnie na 4+ :) Jestem ciekawa, jak sprawdzi się równie orientalny kuzyn w kostce - mydło Aleppo :)
Jestem ciekawa, jacy są Wasi mydlani ulubieńcy :)















