Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2013

(Nie)czarne mydło

Witajcie!

Kiedy na dobre zaczęłam o siebie dbać? Chyba na początku gimnazjum... czyli 10 lat temu! Borykałam się wtedy z twarzą o wyglądzie gorszym niż Grunwald po bitwie. Niestety kult wysuszania trądzikowej skóry przeżywał wtedy istny rozkwit, a moja nigdy-nie-mająca-trądziku rodzinka non stop powtarzała: ja myłam/myłem twarz mydłem i nie miałem takich problemów jak Ty po tych swoich żelach. I wciskała hiperwysuszające mydło Protex mające raz na zawsze rozwiązać moje problemy. Nie rozwiązało. W pewnym momencie przeszłam okres małego buntu i sama zaczęłam kupować sobie kosmetyki, co zostało mi do dziś i podwaja ilość kosmetyków pod prysznicem :P Zamiast mydłem myłam buzię wysuszającym żelem Clean&Clear (no, przecież pisze antytrądzikowy!). Potem przyszło liceum, początek fascynacji chemią kosmetyczną i coraz bardziej świadoma pielęgnacja. Nie wysuszać a nawilżać - i jakby wulkany na twarzy zmniejszały swe rozmiary, a sama buzia miała się o wiele lepiej. Już dawno zapomniałam o kosmetykach Clean&Clear, ale do mydeł nie wróciłam i mówiłam, że nigdy nie wrócę. Ale jak mówię nigdy, to znaczy wrócę, bo w moim życiu wszystko jest na opak. Jesteście ciekawe jak się ma moja znajomość odgrzebana po latach? ;)
*w międzyczasie oczywiście używałam mydła do mycia rąk, ale od twarzy trzymałam je daleko ;)


Historia mojej znajomości z Savon Noir jest, wbrew pozorom, dłuższa niż moja przygoda z kosmetykami. Tak na prawdę poznałam je już w 2000 roku, w Turcji. Później wielokrotnie odwiedzałam kraje arabskie ale brakowało mi niezłego hopla na punkcie kosmetyków (teraz nadrabiam lata młodości :P ) i nigdy nie wpadłam na to, żeby je sobie przywieźć (zresztą już widzę radość rodziców, gdy wpakowałabym im wielki słój tego cuda do walizki :P ). Na zakup skusiłam się w lipcu podczas spontanicznej wycieczki do Krakowa. Dobra, koniec tych sentymentów, czas przejść do meritum!

Opakowanie:
Moje mydło jest zamknięte w okrągłym, 200g słoiku. Dobrze, że jest zrobione z plastiku - jest lżejsze i tym samym nietłukące, a dodatkowo pokazuje stopień zużycia mydła. Aluminiowa zakrętka jest wygodna i szczelnie zamyka słoiczek. Średnica zakrętki jest prawie identyczna, jak całego opakowania, więc nie mam problemów z wydobyciem produktu. Podoba mi się też nieprzesadzona szata graficzna współgrająca kolorystycznie z mydłem :)

Zapach:
Trudny do określenia. Trochę przypomina mi jakiś smar z pracowni, ale to fatalne porównanie, bo zapach smaru nie kojarzy się przyjemnie, a aromat mydła jest może specyficzny, ale na pewno nie śmierdzący. W oddali czuję lekką nutkę oliwki. Z akcentem na w oddali i lekką.

Konsystencja:
Gęsta, lekko ciągnąca się, pasta. Wbrew nazwie mydło nie jest czarne, a brązowo-żółte z domieszką zieleni (no, oliwka!) - co zresztą widać na pierwszym zdjęciu.


Położyłam słoiczek na boku, zrobiłam serię zdjęć, wypiłam herbatę a mydło dzielnie tkwiło w (prawie) niezmienionej pozycji. Idealne dla rodzin z dziećmi - jak słoiczek spadnie to nic się nie wyleje ;)

Działanie:
Mydło fantastycznie oczyszcza skórę.Po jego użyciu skóra dosłownie skrzypi, ale jednocześnie sprawia wrażenie lekko przesuszonej. Używam go średnio co 3 dni i w duecie z kremem Sylveco na noc nie przesusza mojej skóry, warto jednak pamiętać, że może to zrobić (ot, ten typ tak ma). Wracając do oczyszczania - zmywa wszystko, z azjatyckimi kremami BB i innymi silikonowymi kosmetykami włącznie.Jedyna wada? Szczypie w oczy. No dobra - szczypie przeokrutnie. Krojenie kilograma cebuli to przy nim pikuś.



Wydajność:
Da się je w ogóle wykończyć? Do jednorazowego mycia wystarczy dosłownie odrobinka, więc wystarczy mi na długo.

Skład:
Prosto i przyjemnie :)
- aqua - woda
- olea europaea oil - oliwa z oliwek będąca bazą każdego Savon Noir
- potassium hydroxide - regulator pH wykorzystywany w produkcji mydeł

Podsumowanie:
Polubiłam to mydło od pierwszego użycia. Nie żałuję, że przez tyle lat myłam nimi jedynie ręce. Jednocześnie cieszę się, że skusiłam się na Savon Noir i ostatnio na Aleppo. Jeżeli niestraszne Wam szczypanie w oczach (da się tego uniknąć podczas mycia) to gorąco Wam je polecam :)

+ wygodne opakowanie
+ intrygujący zapach i kolor

+ doskonale oczyszcza skórę
- na dłuższą metę może ją wysuszać
- szczypie w oczy
+ wydajność
+ krótki skład

Savon Noir zasługuje u mnie na 4+ :) Jestem ciekawa, jak sprawdzi się równie orientalny kuzyn w kostce - mydło Aleppo :)





Jestem ciekawa, jacy są Wasi mydlani ulubieńcy :)

PODPIS

sobota, 2 listopada 2013

Ulubieńcy października

Witajcie!

Dzisiaj post z kategorii lekki łatwy i przyjemny. Komputer chyba wyczuł mój nastrój i kategorycznie nie pozwala mi zrobić nic pożytecznego zmuszając mnie do błogiego (albo raczej męczącego), sobotniego lenistwa.


Mimo mojego ogromnego zamiłowania do kolorówki ulubieńcy października są 100% pielęgnacyjni :) Może to zasługa wyjątkowo licznych bad wszystko days, które spowodowały kompletny brak weny makijażowej.

Moje włosy z każdym dniem wyglądają coraz gorzej i nie mogę doczekać się grudnia, kiedy to moja fryzjerka wraca z urlopu macierzyńskiego. Do innej nie pójdę, w czym dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu przedweselne podcięcie grzywki (pod koniec września). Po zdenkowaniu szamponu Green Pharmacy (o, post z denkiem też się przyda!) wzięłam się za rosyjski Love2Mix Organic z pomarańczą i chilli. Szampon jest świetny i moje włosy go pokochały! recenzja już wkrótce :)
Kolejnym włosowym odkryciem jest balsam na łopianowym propolisie Receptury Babuszki Agafii. Używam go od tygodnia, ale już po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Nie mogłam przestać miziać moich włosów, a liczne komplementy, które usłyszałam na ich temat, potwierdziły rewelacyjne działanie odżywki. Oby mój zachwyt nie malał wraz z czasem jej stosowania.

W dalszym ciągu chętnie używam peelingu Palmer's Cocoa Body Scrub, który wydaje się nie mieć końca. Więcej na jego temat przeczytacie tutaj.

Drugi raz z rzędu do ulubieńców trafia lekki krem brzozowy Sylveco. Niezmiennie jestem zadowolona z jego działania i martwi mnie jedynie stopień zużycia, który jest niewidoczny :/
Niestety coś miało wielką tendencję do zapychania mnie (chyba nawet rozgryzłam gagatka!), więc ratowałam się kremem antyseptycznym Himalaya Herbals. Używam tego kremu odkąd odkryłam go w Indiach i przez te wszystkie lata ratuje moje bad skin days w miarę szybko poprawiając jej stan ;)
Domycie resztek zapychającego produktu zostawiłam mydłu Savon noir, które z oczyszczaniem skóry radzi sobie lepiej niż cokolwiek innego. Wraz z dwoma pozostałymi produktami do twarzy znacząco poprawiło wygląd mojej skóry :)

Ciekawe, jakie produkty trafią do listopadowych ulubieńców :) Może coś z DM, który prawdopodobnie odwiedzę w tym miesiącu?

Udanego popołudnia,

PODPIS

środa, 24 lipca 2013

Pianka do mycia.. szkła?

Witajcie!

Tym razem recenzja kosmetyku, wobec którego mam mieszane uczucia. Niby mi się podoba, ale nie do końca.


Piankę do rąk Bath & Body Works dostałam na spotkaniu blogerek, które organizowałam wraz z Anne-Mademoiselle i Kamyczkiem :)

Opakowanie:
Przezroczysta buteleczka w kształcie przypominającym mi romb. Ładne, estetyczne i proste, podoba mi się. Pompka się nie zacina, ale wraz z rosnącym zużyciem pianka coraz mniej przypomina piankę, a coraz bardziej piankowodę :(

Zapach:
Tutaj jestem na nie. Niby w 100% zgadza się z nazwą Kitchen lemon, ale dla mnie jest zbyt intensywny. Dodatkowo pachnie CIFem lub tanim płynem do mycia szkła, jaki jest obecny w labach. Kilka dni po spotkaniu postawiłam piankę w łazience. Nie musiałam długo czekać, aż ojciec (lekko spanikowany) wybiegł z łazienki z pytaniem, czy tym CZYMŚ można umyć ręce, bo on właśnie umył ale pachnie to jak cytryna rodem z pracowni chemicznej i się biedaczek wystraszył, że wlałam tam coś i owszem do czyszczenia, ale nie rąk ;)

Konsystencja:
Im bardziej piankowa, tym fajniejsza. Mam nadzieję, że pod koniec opakowania pompka nie będzie wypluwała niespienionego płynu :(


Działanie:
Ot, zwykłe myjadło do rąk. Nie przesusza skóry dłoni, ale też ich nie pielęgnuje. Niestety chemiczna cytrynka utrzymuje się na nich dosyć długo, co mnie trochę drażni.

Wydajność:
Trochę lepsza niż klasycznych mydeł w płynie.

Podsumowanie:
Całkiem fajne myjadło do rąk. Najmniej podoba mi się zapach, ale to rzecz gustu.
Uważam jednak, że cena jest zdecydowanie za wysoka! Żałuję, że gdy byłam w Warszawie promocja w BBW już się skończyła - 8-10zł mogę zapłacić za tą piankę (w innej wersji zapachowej), ale 29zł na pewno nie!

+ wygodne i ładne opakowanie
+ fajna konsystencja (szczególnie na początku)
+ wydajność
- zapach
- cena

Piankę oceniam na 4, jest całkiem dobra, ale za droga.





Macie swoje ulubione mydła w płynie? :)
Widzę, że propozycja postów o butach na obcasie spotkała się ze sporym zainteresowaniem z Waszej strony - obiecuję, że za niedługo coś na ten temat napiszę :)

Pozdrawiam,

post signature

środa, 13 marca 2013

LUSH

Witajcie!

Lush jest jedną z moich ulubionych marek pielęgnacyjnych.
Odkryłam te kosmetyki całkowitym przypadkiem dzięki koleżance, która przywiozła je dla mnie z Anglii :) Pomijając całą proekologiczną otoczkę produkty Lush'a są zdecydowanie godne uwagi, a obok ich sklepów trudno przejść obojętnie - z daleka kuszą eksplozją kolorów i zapachów!

Będąc w  UK spędziłam w 5 różnych Lush'owskich sklepach trochę czasu i dostałam prawdziwego oczopląsu na widok mydeł i kostek do masażu w przeróżnych kształtach i kolorach :)
Co prawda kupiłam tylko kilka produktów, jednakże podczas kolejnej wizyty na pewno wrzucę do koszyka  więcej rzeczy.
Niestety produkty zdążyłam już zużyć, więc jestem skazana na zdjęcia ze strony producenta.

MASK OF MAGNAMINTY

źródło: https://www.lush.co.uk

Fantastyczna zielona maseczka o intensywnym zapachu mięty. Wg obietnic producenta oczyszcza skórę i odświeża ją, posiada także peelingujące drobinki, więc to taki produkt 2 w 1. Jest baaaaardzo wydajna! Maseczka jest bardzo gęsta, przez co nieprzyzwyczajonej dłoni może sprawić nieco kłopotu. Efekt jest jednak zdecydowanie warty zachodu. Twarz jest doskonale oczyszczona i zmatowiona. Myślę jednak, że efekt miętowej świeżości nie każdej z Was przypadnie do gustu.
Cena: 4,95Ł/125g 8,75Ł/315g


DARK ANGELS

źródło: https://www.lush.co.uk

Dark Angels to peeling dla skóry tłustej, którego zapach albo się kocha, albo nienawidzi.
Głównymi składnikami peelingu są węgiel drzewny, błoto Rassoul, gliceryna, olejek z awokado, drzewa sandałowego i drzewa różanego.
Peeling pozostawia uczucie dobrze oczyszczonej matowej skóry, a wspomniane już olejki mają działanie łagodzące podrażnienia. Jest nieco kłopotliwy w stosowaniu - należy oderwać kawałek produktu i wymieszać go z odrobiną wody aż do uzyskania konsystencji gęstej papki. Następnie papkę nakłada się na twarz, masuje. Ostatnim krokiem jest spłukanie produkt z twarzy i umycie połowy łazienki zabrudzonej tym specyfikiem. Nie polecam wrażliwcom!
Cena: 6,25Ł/100g

FRESH FARMACY

źródło: https://www.lush.co.uk

Fresh Farmacy to delikatna kostka myjąca do twarzy. Posiada piękny delikatny zapach i właściwości łagodzące. Uspokaja cerę i poprawia jej wygląd, mam jednak wrażenie, że mimo wszystko odrobinę ją wysusza.
Cena: 4,70Ł/100g, 11,75Ł/250g, 23,50Ł/500g

 BUBBLEGUM LIP SCRUB

źródło: https://www.lush.co.uk

Bubblegum to nic innego jak zabarwiony i aromatyzowany cukier, ale za to jaki przyjemny w stosowaniu! Dobrze peelinguje usta chociaż na pierwszy rzut oka to tylko ładnie wyglądający i pachnący gadżet. W przeciwieństwie do kuchennego cukru w kuchni zachęca do użycia, nieprawdaż? :D Planuję zakup również innych wariantów zapachowych
Cena:  5,25Ł/125g

 LEMONY FLUTTER

źródło: https://www.lush.co.uk

Cytrynowe masełko do skórek jest jednym z moich ulubionych produktów. Nawilża i lekko natłuszcza skórki, a także przesuszone łokcie i inne suche niespodzianki na ciele. Ma fantastyczną konsystencję i obłędny cytrynowy zapach. Do tego ma fajne poręczne opakowanie, które nie zajmuje zbyt wiele miejsca w torebce :)
Cena: 6,25Ł/50g

Na co jeszcze z Lusha się czaję?

Black stockings czyli rajstopy w kostce - jak one pięknie pachną i jaki dają efekt! (testowane na ręce ;) )  Odcień jest idealny dla moich nóg :)

źródło: https://www.lush.co.uk


Kostki do masażu:
Soft Coeur

źródło: https://www.lush.co.uk


 Wiccy Magic Muscles

źródło: https://www.lush.co.uk

Fresh face mask
Cupkake
źródło: https://www.lush.co.uk

Catastrophe

źródło: https://www.lush.co.uk

Jak Wam się podobają moje LUSH'e? Używacie, kuszą Was? Które produkty są Waszymi ulubionymi? Mnie kuszą ogromnie, w dodatku za 5 czarnych ekoligicznych opakowań zwróconych do sklepu LUSH'a dostajemy jedną  Fresh face mask za darmo!
Jedyny minus to te ceny - trochę wysokie jak na kieszeń studentki :(