Jak ten czas szybko płynie, pierwszy tydzień w Belfaście już minął :(
Tak wygląda nasze miejsce praktyk - Queen's University Belfast :) Niektórym główny budynek trochę skojarzył się z Hogwartem ;)
Dziedziniec jest jeszcze bardziej Hogwartowy ;) Zamiast Nimbusów2000 czekały na nas tymczasowe legitymacje pracownika ;)
Sam Belfast bardzo nam się podoba - zobaczcie, jaki ładny ratusz! Jeszcze piękniej wygląda wieczorem, podświetlony na różne kolory.
W labie pracujemy codziennie do 17, więc w tygodniu nie mamy czasu na zwiedzanie. W weekend wybrałyśmy się na Saint George's Market, gdzie można było kupić mydło i powidło. Nas zainteresował chleb z dodatkiem Guinessa.
Nie smakował jednak tak dobrze, jak Guiness w wersji ciekłej, więc poszłyśmy dalej i skusiłyśmy się na steakburgery :P Następnym razem pewnie kupię obrzydliwie słodkiego francuskiego crepe z Marsem i śmietanką, albo jakieś indyjskie curry :) Warto wspomnieć, że market trafił do listy najlepszych 10 w UK.
Nie mogłyśmy opuścić jednej z największych atrakcji miasta - muzeum Titanica!
To właśnie ta firma go zbudowała: Harland and Wolff (istnieją do dziś)
Samo muzeum jest warte każdego pensa wydanego na wstęp! Gorąco polecam.
Na początku trochę historii Belfastu z początku minionego stulecia.
Wchodzimy do stoczni...
...która wyglądała mniej więcej tak :)
Muzeum jest bardzo interaktywne - na początku krótka przejażdżka wagonikami pozwalająca poczuć się jak jeden z konstruktorów Titanica.
W budynku zobaczycie również wiele wizualizacji elementów statku - tu np. stoję sobie na pracujących silnikach :)
Nie mogło zabraknąć zdjęcia z modelem jednego ze statków zbudowanych w Belfaście dla linii White Star :)
Spędziłyśmy w muzeum trochę więcej czasu, niż planowałyśmy i niestety nie zdążyłyśmy zwiedzić liniowca Nomadic, który stoi tuż obok - pewnie wybierzemy się tam w najbliższy weekend.
PS: dobrze widzicie - niebo! Niedziela była jedynym dniem, w którym deszcz nie padał. Ostatnio niczym miejscowe chodzimy bez parasola i, choć nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem!, chyba zainwestuję funta w jakąś czapę w Primarku zanim nabawię się przeziębienia. Na razie w pokoju grzeje mnie kombinezon koali, który rozbawia do łez moich znajomych na Skype :D
Pozdrawiam,
Zazdroszcze pracy w tak ciekawym miejscu :)
OdpowiedzUsuńNastępnym razem pakujesz mnie do walizki. Nawet schudnę na tę okoliczność
OdpowiedzUsuńAle fajnie Ci, a czemu nam nie pokazałaś kostiumu koali? :)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło, i kup czapę ;)
Może kiedyś pokażę :P
UsuńInteresujące miejsce :)
OdpowiedzUsuńojaaaacie Belfast! miałam studiować na Queen's University, mieszkałam tam kilka miesięcy. świetna sprawa!
OdpowiedzUsuńFantastycznie! Jeśli mój Erasmus wypali to pewnie będę miała do Ciebie parę pytań :)
UsuńNigdy specjalnie nie interesowalam sie Belfastem, ale widze ze to bardzo ciekawe miasto. Uniwersytet wyglada pieknie, uwielbiam takie stare budynki z klimatem.
OdpowiedzUsuńNajbardziej Ci zazdroszczę możliwości zwiedzania. Bo praca to praca, wszędzie wygląda tak samo ;)
OdpowiedzUsuńOj zdziwiłabyś się :) Zupełnie inna kultura pracy w labie... o sprzęcie nie wspominając :P
Usuńpiękne miejsce :)
OdpowiedzUsuńmusze kiedyś miast do Debenhamsa i innych kosmetycznych przybytków do jakiegoś muzeum tam iść :P
OdpowiedzUsuńWow, niesamowite miejsca :)
OdpowiedzUsuńŚlicznie tam :)
OdpowiedzUsuń